Jak z prętów i garbusa zbudowałem trajkę

 

Zbliżał się termin zlotu motocyklowego, a mój choper leżał rozebrany w drobny mak, wiedziałem już, że nie zdążę z naprawą. Czas przybycia moich zamówionych ze Stanów części, wydłużył się o tydzień. Siedząc w swoim garażu, zastanawiałem się co powiem moje żonie.

Jak dzięki prętom ciągnionym zdążyliśmy na zlot

pręty ciągnione - producentJuż od dawna planowaliśmy wyjazd do Czech, na zlot motocyklowy. Wypad był o tyle ważny, że miał się odbyć w gronie przyjaciół, których nie widzieliśmy już parę lat. Pech chciał, że nasz motor uległ kolizji i musiałem zamawiać części u producenta w Stanach. Wszystko to sprawiło, że wyprawa stała pod dużym znakiem zapytania. Gdy postanowiłem powiedzieć żonie o sytuacji, nagle przyszedł mi do głowy szalony pomysł. Od kilku miesięcy, po kryjomu składałem trajkę, która miała być niespodzianką dla moje żony. Właściwie to wszystko już miałem przygotowane do montażu. Silnik garbusa, koła od terano, fotele, kierownica,skrzynia biegów wszystko czekało na złożenie. Postanowiłem działać. Jedyna rzecz jakiej mi brakowało, a było to bardzo ważne dla bezpieczęństwa jazdy to pręty ciągnione. Producent na szczęście odebrał telefon, i miałem je na następny dzień. Mój kolega, również miłośnik motoryzacji, pomagał mi całą noc przy montażu, a na następny dzień zaprzyjaźniony lakiernik, położył piękny lakier. Na pytanie mojej żony, jak idzie naprawa naszego chopera, oczywiście odpowiedziałem twierdząco. Nadszedł dzień wyjazdu, przybyli nasi przyjaciele i wraz z żoną, zobaczyli nasz… rozebrany na części motor.

Nie mogłem się pohamować. Oznajmiłem, że nie zdążyłem z naprawą, jednak w momencie, jak żona zaczęła używać niecenzuralnych słów, szybko wyniosłem się z garażu, aby za chwilę podjechać naszą nową trajką. Zdziwienie i osłupienie jaki zobaczyłem u wszystkich zgromadzonych, wynagrodziło mi ciężką pracę i nieprzespane noce.